<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>kiffi bloguje?</title>
	<atom:link href="http://kiffi.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://kiffi.wordpress.com</link>
	<description>kiffi.info</description>
	<lastBuildDate>Sat, 15 Aug 2009 15:53:36 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<cloud domain='kiffi.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://www.gravatar.com/blavatar/74a13b7f9849b5d726d5b8d89237e474?s=96&#038;d=http://s.wordpress.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>kiffi bloguje?</title>
		<link>http://kiffi.wordpress.com</link>
	</image>
			<item>
		<title>Niczym dziewica</title>
		<link>http://kiffi.wordpress.com/2009/08/15/niczym-dziewica/</link>
		<comments>http://kiffi.wordpress.com/2009/08/15/niczym-dziewica/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 Aug 2009 15:42:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kiffi</dc:creator>
				<category><![CDATA[chybablog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kiffi.wordpress.com/?p=169</guid>
		<description><![CDATA[

Była cicha i piękna jak wiosna,
żyła prosto, zwyczajnie, jak my.
Ona Boga na świat nam przyniosła
i na ziemi wśród łez nowe dni zajaśniały.
Ksiądz kroczy polną drogą, za nim tabuny. Matki, ojcowie, synowie, córki, babcie, dziadkowie i inni, mniej sprecyzowani. Pieśń maryjną niesie ciepły, sierpniowy wiatr, pachnący mydłem i pokrzywowym szamponem do włosów. Wszystko jest perfekcyjnie wyprasowane [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=169&subd=kiffi&ref=&feed=1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom:0;"><img class="aligncenter size-full wp-image-170" title="img089" src="http://kiffi.files.wordpress.com/2009/08/img089.jpg?w=449&#038;h=609" alt="img089" width="449" height="609" /></p>
<p style="margin-bottom:0;"><em>Była cicha i piękna jak wiosna,<br />
żyła prosto, zwyczajnie, jak my.<br />
Ona Boga na świat nam przyniosła<br />
i na ziemi wśród łez nowe dni zajaśniały.</em></p>
<p style="margin-bottom:0;text-align:justify;">Ksiądz kroczy polną drogą, za nim tabuny. Matki, ojcowie, synowie, córki, babcie, dziadkowie i inni, mniej sprecyzowani. Pieśń maryjną niesie ciepły, sierpniowy wiatr, pachnący mydłem i pokrzywowym szamponem do włosów. Wszystko jest perfekcyjnie wyprasowane i wykrochmalone, nawet liście na drzewach wydają się porządniejsze niż zwykle. Twarze buraczane równo artykułują kolejne sylaby pieśni z oczami zwróconymi przed siebie, nigdy w bok. Rząd dusz płynie niczym rzeka, aż nagle chlip, bucik duchownego lidera grzęźnie w czymś lepkim i miękkim. Kupa. Na dodatek krowia.</p>
<p style="margin-bottom:0;"><em>Like a virgin<br />
Touched for the very first time<br />
Like a virgin<br />
When your heart beats<br />
Next to mine</em></p>
<p style="margin-bottom:0;text-align:justify;">Kluczową ideą Sekty jest utrzymanie monopolu, kto nie jest z nami ten przeciwko nam, zasada prosta jak drut. Kiedy więc zjawia się kobieta z ksywą jednoznaczną, na dodatek pochodząca z bezbożnego zachodniego świata, trzeba modły wznosić aby jej śpiew piskliwy zagłuszyć. A rząd dusz i ona posiada, dosyć spory i majętny, co czyni ją wrogiem wyjątkowo groźnym. Na dodatek ona istnieje, jest tu i teraz, mówi i rusza się co daje jej przewagę nad swoim biblijnym odpowiednikiem.</p>
<p style="margin-bottom:0;"><em>Dzisiaj światu potrzeba dobroci,<br />
by niepokój zwyciężyć i zło.<br />
Trzeba ciepła, co życie ozłoci,<br />
trzeba Boga, więc ludziom nieśmy Go,<br />
tak jak Ona.</em></p>
<p style="margin-bottom:0;text-align:justify;">Niosą więc tego Boga na swych barkach wszędzie, również tam gdzie go nie chcą, aplikują siłą, chociaż już coraz mniej owieczek wierzy. Kiedy się opamiętają, nie wiadomo, pewnie nigdy. Redaktorek, którego nazwiska nie wymienię, ostatnio w telewizorni rządowej mówił, jak straszne rzeczy dzieją się, kiedy się odejdzie od Boga. Przypominał, że zarówno Hitler, jak i Stalin w siłę wyższą nie wierzyli. Zapomniał jednak, że żołnierze Wehrmachtu mieli na detalach umundurowania  zamieszczoną maksymę „Got mit uns”, a nie „Gott ist tot”. I jak mordowali, wpychali Żydów i innych do komór gazowych, to też widniał na nich napis „Got mit uns”. Zamachowcy z 11 września też umierali z imieniem Boga na ustach, nie mówiąc już o Irlandii, Bałkanach, Palestynie i Izraelu, i tak dalej, i tak dalej&#8230;</p>
<p><em>Gonna give you all my love, boy<br />
My fear is fading fast<br />
Been saving it all for you<br />
Cause only love can last</em></p>
<p style="margin-bottom:0;text-align:justify;">Prymas dzisiaj na świętej górze mówił, że sami chcemy być Bogami, że Bogami stają się ludzie mediów, dostarczający nam rozrywki. Komentatorzy powiedzieli, że chodziło mu o koncert. A ja myślałem, że chodziło mu o Rydzyka, który jeszcze niedawno śmiał się z murzyna na tej samej świętej górze, że się nie mył. No to ja teraz też się pośmieje, z matki boskiej dziewicy co ją żywcem do nieba wzięli. I stwierdzę z całą pewnością, że o to ja również jestem Bogiem, oczywiście metaforycznie, bo bliżej mi do „Gott ist tot” Nietzschego niż do hitlerowskiego „Gott mit uns”. Będąc już Bogiem swoim własnym, chciałbym zapewnić, że każdy jest również Bogiem samym dla siebie, bo ten z nieba z długą brodą umarł już jakiś czas temu. A jeśli nawet nie umarł, to i tak nie ma go od dawna, bo wyjechał w interesach. Hulaj dusza!</p>
<p style="margin-bottom:0;"><em>Matka, która wszystko rozumie,<br />
sercem ogarnia każdego z nas.<br />
Matka zobaczyć dobro w nas umie,<br />
Ona jest z nami w każdy czas.</em></p>
  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/kiffi.wordpress.com/169/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/kiffi.wordpress.com/169/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/kiffi.wordpress.com/169/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/kiffi.wordpress.com/169/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/kiffi.wordpress.com/169/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/kiffi.wordpress.com/169/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/kiffi.wordpress.com/169/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/kiffi.wordpress.com/169/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/kiffi.wordpress.com/169/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/kiffi.wordpress.com/169/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=169&subd=kiffi&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kiffi.wordpress.com/2009/08/15/niczym-dziewica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3777f2a25be806bb0c21144f1651b86f?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">kiffi</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://kiffi.files.wordpress.com/2009/08/img089.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">img089</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Głową do przodu</title>
		<link>http://kiffi.wordpress.com/2009/06/30/glowa-do-przodu/</link>
		<comments>http://kiffi.wordpress.com/2009/06/30/glowa-do-przodu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Jun 2009 22:00:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kiffi</dc:creator>
				<category><![CDATA[chybablog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kiffi.wordpress.com/2009/06/30/glowa-do-przodu/</guid>
		<description><![CDATA[Jeden fałszywy krok, jeden głupi krok, chwila nieuwagi i bezmyślności. Niestety, czasu nie da się cofnąć. Na początku wydawało się, że tylko skręcona. Werdykt był doprawdy zaskakujący – złamanie kostek bocznych goleni, po stronie przyśrodkowej zerwane więzadło. Któreś tam. Konieczna jest operacja, długie unieruchomienie, rehabilitacja. Całe plany wakacyjne legły w gruzach&#8230; A miałem na co [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=146&subd=kiffi&ref=&feed=1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;">Jeden fałszywy krok, jeden głupi krok, chwila nieuwagi i bezmyślności. Niestety, czasu nie da się cofnąć. Na początku wydawało się, że tylko skręcona. Werdykt był doprawdy zaskakujący – złamanie kostek bocznych goleni, po stronie przyśrodkowej zerwane więzadło. Któreś tam. Konieczna jest operacja, długie unieruchomienie, rehabilitacja. Całe plany wakacyjne legły w gruzach&#8230; A miałem na co najmniej dwa miesiące opuścić ten piękny kraj, odpocząć, zregenerować obolałą głowę. Cóż, takie jest życie, raz pod wozem, raz pod wozem.</p>
<p style="text-align:justify;">Jechałem wózkiem inwalidzkim korytarzem, po którym jeszcze do niedawna paradowałem w przebraniu lekarza ze stetoskopem w kieszeni fartucha. Cóż za straszna degradacja! Odsuwałem od siebie wszystkie złe myśli, nigdy nie byłem pacjentem szpitala, nigdy nie miałem gipsu na żadnej części ciała, nie mówiąc już o jakiejkolwiek operacji, wszystko było dla mnie zupełnie nowe. Oczywiście nowe tylko pod względem nieoczekiwanej zmiany ról.</p>
<p style="text-align:justify;">W izbie przyjęć sanitariusz poinformował mnie, że teraz zrobi mi EKG i zapytał, czy miałem kiedyś takie badanie i czy wiem, na czym ono polega. Uśmiechnąłem się pod nosem i przytaknąłem. W zasadzie był to pierwszy i ostatni raz, kiedy ktoś z personelu szpitala poinformował mnie o czymś dobrowolnie. Okazało się, że informacja to jeden z bardziej deficytowych towarów w szpitalu. Potem, już na oddziale, pielęgniarka zadała mi kilka formularzowych pytań, które pamiętałem jeszcze z praktyk po pierwszym roku, kiedy sam zadawałem takie pytania pacjentom. No i trafiłem na swoje łóżko. Bałem się go. Bałem się tej pościeli, której dotykało przede mną tylu chorych ludzi. A może ktoś umarł, przykryty właśnie tą kołdrą? Ale przecież wyjścia żadnego nie było, więc grzecznie położyłem się i tak leżałem z około dwu godzinną przerwą przez pięć dni i nocy.</p>
<p style="text-align:justify;">Operacja opóźniła się o jeden dzień, ciężko było się dowiedzieć dlaczego, raz mówili jedno, raz drugie. Na sali nie było najgorzej, kilka łóżek, towarzysze raczej bezproblemowi. No, może oprócz kolegi po dwu i pół promilowym wypadku samochodowym z uszkodzonym kręgosłupem szyjnym, który był amatorem telewizji Viva i głośnego łupucupu na empetrójce, które to łupucupu docierało aż do mnie. Ale to tylko niewielka niedogodność. No i wreszcie, pewnego dnia wparował lekarz, wyjątkowo szybki i małomówny, popukał w gips i powiedział, że może mnie dzisiaj zrobią. Nareszcie – pomyślałem – wreszcie mnie dzisiaj zrobią!</p>
<p style="text-align:justify;">Przyszła pielęgniarka i założyła mi na rękę opaskę z nazwiskiem i peselem, służącą do identyfikacji  na trakcie operacyjnym. No a potem była niespodzianka – przybiegł wyjątkowo szybki i małomówny lekarz i rozkazał założyć cewnik. Tego się nie spodziewałem, ale chyba lepiej, że stało się to z zaskoczenia. Wsadzanie tam (tak, tam) dosyć grubej gumowej rurki (tak, mieści się) nie należy niestety do rzeczy przyjemnych. Oczywiście nie było nawet mowy o jakiejkolwiek premedykacji, zero środków uspokajających, a ja niestety w tego typu sprawach dotyczących mnie samego jestem dosyć nerwowy. Antybiotyk do żyły i jedziemy na trakt. Dwie miłe panie wiozły mnie łóżkiem, zachowując obyczaj, głową do przodu. Na jedynym z wąskich zakrętów również stwierdziły, że chociaż nie są przesądne, to rytuału dotrzymają i nie odwrócą łóżka, nawet jeśli ułatwiłoby to im transport. Tego również nauczyłem się po pierwszym roku, kiedy sam woziłem pacjentów na trakt, a pielęgniarki wydzierały się na mnie „chłopak, głową do przodu!”.</p>
<p style="text-align:justify;">No to kroimy. I wiercimy. Znieczulenie podpajęczynówkowe, igła w plecy, a potem, po chwili, zero czucia od pasa w dół. No i zero ruchów. Na parę godzin stałem się kaleką. Dwóch doktorów wzięło się za skalpele, wiertarki i inne narzędzia tortur. Słyszałem wiercenie, trzaski i takie tam, a także rozmowy lekarzy. Wyjątkowo szybki i małomówny doktor nagle zaczął mówić wyjątkowo dużo o którymś ze swoich kolegów (chuj pierdolony, dzwoni tylko i problemy robi, jebany) na co drugi, młodszy doktor odpowiadał już mniej wylewnie (będzie jeszcze kiedyś czegoś chciał, to zobaczy). Zacząłem się dygotać, jakoś tak. Anestezjolog polecił coś mi podać, informując pielęgniarkę, że trochę panikuję. Midazolam popłyną do żyły i było już lepiej. Niestety, o premedykacji nikt nie pomyślał, a przecież mogło być dużo spokojniej i przyjemniej. Na szczęście dosyć szybko było po wszystkim.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz w zasadzie zaczęło się najgorsze. Po jakiś siedmiu godzinach czucie wróciło i zaczęło boleć. Nawet bardzo, koło drugiej w nocy. Zaczęły się kroplówki. No i niestety chuja dawały te kroplówki. Wszyscy bali się bardzo, że się uzależnię od opioidowych leków przeciwbólowych, a to, że bolało – cóż, musi boleć. Otóż wcale nie musi. Już nie chciało mi się im tłumaczyć, że jeśli chodzi o takie leki to mam dosyć spore doświadczenie rekreacyjne i jakoś uzależniony od nich nie jestem. Swego czasu zdarzało mi się zażywać jednego dnia dawkę większą, niż w szpitalu dostałem przez trzy dni, tylko po to, aby spędzić mile wieczór. Ale niestety to kolejny obyczaj polskiej służby zdrowia, poboleć musi. Ból nie trwał długo, po trzech dniach było już prawie dobrze. Najgorszy stał się teraz zakaz wstawania z łóżka, nieustanne leżenie na wznak z uniesioną nogą. Ale i to jakoś zniosłem. Potem było już tylko lepiej, usunięto cewnik, a pielęgniarka zawiozła mnie na zmianę opatrunku i usunięcie drenu. Pierwszy raz od czterech dni zobaczyłem przez okno niebo, na sali moje łóżko stało tyłem do okna, widziałem więc tylko sufit i drzwi. Był to widok, który napełnił mnie sporym optymizmem, nie sądziłem, że można ucieszyć się tak bardzo na widok pochmurnego nieba.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem był wypis. Leżałem w domu prawie bez przerwy przez kilka dni, teraz zaczynam już śmiało hasać o kulach po mieszkaniu, wracam powoli do aktywnego życia, ze sporym niestety obciążeniem w postaci gipsu, który jeszcze długo będzie mi towarzyszył. To, co przeżyłem sprawiło, że już nigdy tak samo jak wcześniej nie spojrzę na chorego człowieka. Doświadczyłem poważnego spadku w szpitalnej hierarchii, już nie byłem pretendentem to tytułu szefa, ba, nie byłem nawet salową – byłem nędznym pomiotem, który o niczym nie decyduje i bardzo mało znaczy, byłem pacjentem. Nie myślałem wcześniej, że to tak trudna rola w szpitalnym teatrze. Najgorsza była bezsilność i brak informacji, będąc przykutym do łóżka musiałem wzywać salową bądź pielęgniarkę nawet z błahych powodów, jakakolwiek informacja musiała być prawie że siłą wyciągana od lekarzy. A przecież na oddziale było kilku znajomych, większość personelu wiedziała, że jestem studentem medycyny, a rodzice codziennie przychodzili, przynosili mi jedzenie i pomagali mi się myć. Wolę nie myśleć, jak byłoby bez tego. Reasumując, czułem się upokorzony. Kiedy leżąc w łóżku zobaczyłem przez otwarte drzwi znajomą grupę studencką, zakryłem twarz. Wstydziłem się. Wiem, to absurdalne, ale tak było. To bardzo dziwne uczucie. Dzięki temu wiem, jak może czuć się pacjent w takim stanie i jak wiele znaczy dla niego dobry kontakt z lekarzem, pielęgniarką, jak wiele znaczyć może dobre słowo i okazanie zainteresowania. Nie ma u nas zwyczaju przywiązywania do tego wagi, żaden lekarz, który ze mną rozmawiał nie wpadł nawet na pomysł, żeby się przedstawić i powiedzieć, kim on właściwie jest i po co przyszedł. Niektórzy mogą stwierdzić, że to nieistotne, ja jednak jestem pewien, że są to sprawy wielkiej wagi. Nie wystarczy przecież zajmować się chorą nogą, bo to nie noga choruje, tylko człowiek, który ma być tutaj najważniejszy. Rozumiem, że lekarze są przepracowani, zaganiani, a niektórzy naprawdę pozytywnie zaskakiwali, ale niestety większość z nich w zakresie kontaktu z chorym pozostawiała wiele do życzenia.</p>
<p style="text-align:justify;">Byłem pacjentem bardzo krótko, wiedziałem, że nic poważnego mi nie dolega i zapewne opuszczę to miejsce niebawem. Przerażała mnie myśl o bardzo długim leżeniu w szpitalnym łóżku, na które skazani są ludzie ciężko chorzy. Uświadomiłem sobie, że w szpitalu można poczuć się w pewnym sensie trochę jak muzułman w obozie koncentracyjnym, czyli więzień najniższy w hierarchii. Nie chodzi tu oczywiście o obóz śmierci, wręcz przeciwnie, chociaż zgony zdarzają się tam stosunkowo często. Potem w tej klasyfikacji plasują się salowe, sanitariusze, pielęgniarki, najwyżej postawieni są lekarze. Wszyscy jednak zdają się być więźniami, a komendant tego obozu (jeśli taki w ogóle istnieje) mieszka gdzieś, bardzo wysoko, jest ponoć wszechmogący, ale i tak każdy z uwięzionych stara się, często z różną skutecznością, pokrzyżować jego niecne plany.</p>
  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/kiffi.wordpress.com/146/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/kiffi.wordpress.com/146/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/kiffi.wordpress.com/146/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/kiffi.wordpress.com/146/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/kiffi.wordpress.com/146/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/kiffi.wordpress.com/146/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/kiffi.wordpress.com/146/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/kiffi.wordpress.com/146/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/kiffi.wordpress.com/146/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/kiffi.wordpress.com/146/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=146&subd=kiffi&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kiffi.wordpress.com/2009/06/30/glowa-do-przodu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3777f2a25be806bb0c21144f1651b86f?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">kiffi</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Przedmiot, którego nie ma</title>
		<link>http://kiffi.wordpress.com/2009/05/14/przedmiot-ktorego-nie-ma/</link>
		<comments>http://kiffi.wordpress.com/2009/05/14/przedmiot-ktorego-nie-ma/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2009 20:50:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kiffi</dc:creator>
				<category><![CDATA[chybablog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kiffi.wordpress.com/?p=139</guid>
		<description><![CDATA[
Siedziałem w słońcu, a przed oczami miałem jasność. Dochodziły do mnie głosy znajomych, pomimo wczesnej godziny dosyć już nietrzeźwych. To był jeden z tych momentów, w których nie zajmuję się niczym innym, tylko spokojnym czerpaniem ludzkiej, życiowej przyjemności. Przypomniałem sobie wtedy o istocie takich chwil, o ich wadze i wartości. O tym, jak wszelkie problemy [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=139&subd=kiffi&ref=&feed=1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p><img class="aligncenter size-full wp-image-140" title="cut1" src="http://kiffi.files.wordpress.com/2009/05/cut1.jpg?w=446&#038;h=241" alt="cut1" width="446" height="241" /></p>
<p style="text-align:justify;">Siedziałem w słońcu, a przed oczami miałem jasność. Dochodziły do mnie głosy znajomych, pomimo wczesnej godziny dosyć już nietrzeźwych. To był jeden z tych momentów, w których nie zajmuję się niczym innym, tylko spokojnym czerpaniem ludzkiej, życiowej przyjemności. Przypomniałem sobie wtedy o istocie takich chwil, o ich wadze i wartości. O tym, jak wszelkie problemy stają się łatwiejsze do rozwiązania, a wątpliwości znikają szybciej niż zwykle. Przypomniał mi się również fakt dostrzegania w codziennych sytuacjach swego rodzaju dobra i piękna, zachwycania się powszedniością i przeżywania z pozoru zupełnie nieuduchowionych urywków naszej egzystencji. Miałem zamknięte powieki, ale moja twarz była skierowana wprost ku słońcu, więc widziałem przed sobą ścianę światła.</p>
<p><em>najpiękniejszy jest przedmiot<br />
którego nie ma</em></p>
<p><em>(&#8230;)</em></p>
<p><em>zaznacz miejsce<br />
gdzie stał przedmiot<br />
którego nie ma<br />
czarnym kwadratem<br />
będzie to<br />
prosty tren<br />
o pięknym nieobecnym</em></p>
<p><em>męski żal<br />
zamknięty<br />
w czworobok</em></p>
<p><em>(&#8230;)</em></p>
<p><em>masz teraz<br />
pustą przestrzeń<br />
piękniejszą od przedmiotu<br />
piękniejszą od miejsca po nim<br />
jest to przedświat<br />
biały raj</em></p>
<p style="text-align:justify;">Dziwny ideał piękna, przedmiot, którego nie ma. Ciężko to sobie uświadomić, ciężko jest nam, współczesnym, gromadzącym bez przerwy jakieś dobra, budującym własne ja, zrozumieć czystość nicości. Jako ludzie ponowocześni stajemy się mniej ludzcy niż kiedykolwiek. Unikamy odpowiedzialności, bliskości, wysławiamy z jednej strony anonimowość, z drugiej zaś totalny ekshibicjonizm. Wybieramy życie bezproblemowe, pełni strachu, że coś pójdzie nie tak, a nasza skrupulatnie budowana tożsamość runie gwałtownie.</p>
<p style="text-align:justify;">Bartek Konopka nakręcił film pod tytułem „Królik po berlińsku”, w którym przedstawił żywot królików zamieszkujących dawną strefę śmierci pomiędzy obiema częściami muru berlińskiego. W ten metaforyczny sposób pokazał pewne zachowania ludzi, których ludzcy aktorzy nie mogliby tak dobitnie zagrać. Po zburzeniu muru większość zwierząt jest totalnie zdezorientowana i nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dlaczego więc prymitywne z pozoru postępowanie królików trafia do nas lepiej i uświadamia więcej niż obserwowane na co dzień postępowanie ludzi? Jesteśmy tak bardzo pochłonięci codzienną, banalną prozą życia, że nie możemy zauważyć rzeczy oczywistych. Patrzymy na świat przez kryształowe kule, analizujemy to, co widzimy, odrzucamy jednak to, co staje przed nami w momencie, gdy nasze oczy są zamknięte. Tworzymy sztuczny świat, zapominając, że tak na prawdę nas już nie ma. Przecież nasze życie trwa tak krótko, że w zasadzie nie trwa w ogóle, szczególnie w porównaniu do tego, jak długo istnieje wszechświat.</p>
<p style="text-align:justify;">Siedziałem tak dalej w słońcu, wiedząc, że ta chwila zachwytu nie potrwa zbyt długo. Wiedziałem jednak, że takich chwil w przyszłości będzie więcej. Byłem też pewny faktu, że moja ludzka percepcja nie będzie mi pozwalać na opisanie rzeczywistości w sposób absolutnie prawdziwy i zrozumienie istoty mojego istnienia. Trzeba próbować wybijać się wyżej, patrzeć <em>wewnętrznym okiem</em>. Wzruszać się, przeżywać, nie jednak to, co ktoś przedstawi nam jako prawdziwe, tylko to, co jest cały czas przed nami.</p>
<p><em>Tyle uczuć mieści się między jednym uderzeniem serca a drugim</em></p>
<p><em>tyle przedmiotów można ująć w obie ręce</em></p>
<p><em>Nie dziwcie się że nie umiemy opisywać świata<br />
tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu</em></p>
<p style="text-align:center;">____________________________________</p>
<p style="text-align:left;">Fragmenty wierszy: <em>Studium przedmiotu</em> i <em>Nigdy o Tobie</em> &#8211; Zbigniew Herbert</p>
<div id="_mcePaste" style="overflow:hidden;position:absolute;left:-10000px;top:0;width:1px;height:1px;"><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom:0;">Siedziałem w słońcu, a przed oczami miałem jasność. Dochodziły do mnie głosy znajomych, pomimo wczesnej godziny dosyć już nietrzeźwych. To był jeden z tych momentów, w których nie zajmuję się niczym innym, tylko spokojnym czerpaniem ludzkiej, życiowej przyjemności. Przypomniałem sobie wtedy o istocie takich chwil, o ich wadze i wartości. O tym, jak wszelkie problemy stają się łatwiejsze do rozwiązania, a wątpliwości znikają szybciej niż zwykle. Przypomniał mi się również fakt dostrzegania w codziennych sytuacjach swego rodzaju dobra i piękna, zachwycania się powszedniością i przeżywania z pozoru zupełnie nieuduchowionych urywków naszej egzystencji. Miałem zamknięte powieki, ale moja twarz była skierowana wprost ku słońcu, więc widziałem przed sobą ścianę światła.</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">najpiękniejszy jest przedmiot</p>
<p style="margin-bottom:0;">którego nie ma</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">(&#8230;)</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">zaznacz miejsce</p>
<p style="margin-bottom:0;">gdzie stał przedmiot</p>
<p style="margin-bottom:0;">którego nie ma</p>
<p style="margin-bottom:0;">czarnym kwadratem</p>
<p style="margin-bottom:0;">będzie to</p>
<p style="margin-bottom:0;">prosty tren</p>
<p style="margin-bottom:0;">o pięknym nieobecnym</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">męski żal</p>
<p style="margin-bottom:0;">zamknięty</p>
<p style="margin-bottom:0;">w czworobok</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">(&#8230;)</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">masz teraz</p>
<p style="margin-bottom:0;">pustą przestrzeń</p>
<p style="margin-bottom:0;">piękniejszą od przedmiotu</p>
<p style="margin-bottom:0;">piękniejszą od miejsca po nim</p>
<p style="margin-bottom:0;">jest to przedświat</p>
<p style="margin-bottom:0;">biały raj</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">Dziwny ideał piękna, przedmiot, którego nie ma. Ciężko to sobie uświadomić, ciężko jest nam, współczesnym, gromadzącym bez przerwy jakieś dobra, budującym własne ja, zrozumieć czystość nicości. Jako ludzie ponowocześni stajemy się mniej ludzcy niż kiedykolwiek. Unikamy odpowiedzialności, bliskości, wysławiamy z jednej strony anonimowość, z drugiej zaś totalny ekshibicjonizm. Wybieramy życie bezproblemowe, pełni strachu, że coś pójdzie nie tak, a nasza skrupulatnie budowana tożsamość runie gwałtownie.</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">Bartek Konopka nakręcił film pod tytułem „Królik po berlińsku”, w którym przedstawił żywot królików zamieszkujących dawną strefę śmierci pomiędzy obiema częściami muru berlińskiego. W ten metaforyczny sposób pokazał pewne zachowania ludzi, których ludzcy aktorzy nie mogliby tak dobitnie zagrać. Po zburzeniu muru większość zwierząt jest totalnie zdezorientowana i nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dlaczego więc prymitywne z pozoru postępowanie królików trafia do nas lepiej i uświadamia więcej niż obserwowane na co dzień postępowanie ludzi? Jesteśmy tak bardzo pochłonięci codzienną, banalną prozą życia, że nie możemy zauważyć rzeczy oczywistych. Patrzymy na świat przez kryształowe kule, analizujemy to co widzimy, odrzucamy jednak to, co staje przed nami w momencie, gdy nasze oczy są zamknięte. Tworzymy sztuczny świat, zapominając, że tak na prawdę nas już nie ma. Przecież nasze życie trwa tak krótko, że w zasadzie nie trwa w ogóle, szczególnie w porównaniu do tego, jak długo trwa wszechświat.</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">Siedziałem tak dalej w słońcu, wiedząc, że ta chwila zachwytu nie potrwa zbyt długo. Wiedziałem jednak, że takich chwil w przyszłości będzie więcej. Byłem też pewny faktu, że moja ludzka percepcja nie będzie mi pozwalać na opisanie rzeczywistości w sposób absolutnie prawdziwy i zrozumienie istoty mojego istnienia. Trzeba próbować wybijać się wyżej, patrzeć wewnętrznym okiem. Wzruszać się, przeżywać, nie jednak to, co ktoś przedstawi nam jako prawdziwe, tylko to, co jest cały czas przed nami.</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p><span style="font-family:Times New Roman,serif;"><span style="font-size:small;">Tyle uczuć mieści się między jednym uderzeniem serca a drugim </span></span></p>
<p><span style="font-family:Times New Roman,serif;"><span style="font-size:small;">tyle przedmiotów można ująć w obie ręce </span></span></p>
<p><span style="font-family:Times New Roman,serif;"><span style="font-size:small;">Nie dziwcie się że nie umiemy opisywać świata<br />
tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu</span></span></div>
  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/kiffi.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/kiffi.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/kiffi.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/kiffi.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/kiffi.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/kiffi.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/kiffi.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/kiffi.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/kiffi.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/kiffi.wordpress.com/139/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=139&subd=kiffi&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kiffi.wordpress.com/2009/05/14/przedmiot-ktorego-nie-ma/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3777f2a25be806bb0c21144f1651b86f?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">kiffi</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://kiffi.files.wordpress.com/2009/05/cut1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">cut1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Życie to nie teatr</title>
		<link>http://kiffi.wordpress.com/2009/03/01/zycie-to-nie-teatr/</link>
		<comments>http://kiffi.wordpress.com/2009/03/01/zycie-to-nie-teatr/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Mar 2009 16:07:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kiffi</dc:creator>
				<category><![CDATA[chybablog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kiffi.wordpress.com/?p=135</guid>
		<description><![CDATA[
Nienawidzę szarej zimy. Białej też nienawidzę. W ogóle nienawidzę. Nie lubię. Nie podoba mi się. Ogólnie jestem na „nie” wobec wszystkiego i wszystkich. Z czego to wynika? Nie wiem, ale zawsze można zrzucić całą winę na pogodę. Że pada, albo, że nie pada, że słońce za bardzo, albo, że nie ma słońca, że za zimno, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=135&subd=kiffi&ref=&feed=1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;"><img class="aligncenter size-full wp-image-136" title="image001" src="http://kiffi.files.wordpress.com/2009/03/image001.gif?w=452&#038;h=376" alt="image001" width="452" height="376" /></p>
<p style="text-align:justify;">Nienawidzę szarej zimy. Białej też nienawidzę. W ogóle nienawidzę. Nie lubię. Nie podoba mi się. Ogólnie jestem na „nie” wobec wszystkiego i wszystkich. Z czego to wynika? Nie wiem, ale zawsze można zrzucić całą winę na pogodę. Że pada, albo, że nie pada, że słońce za bardzo, albo, że nie ma słońca, że za zimno, że za ciepło, że generalnie źle i nie tak. I jak mi (a może lepiej mnie?) się nie chcę do kogoś odzywać, to dlaczego nikt nie rozumie, że po prostu mi (mnie?) się nie chce odzywać do nikogo, tylko bierze to do siebie? Czy tak trudno to zrozumieć? Są takie chwile w życiu, że się nie chce i już. Że najchętniej wlazłoby się w tapczan i z niego nie wyłaziło, trzymając głowę gdzieś pomiędzy poduszką i kołdrą w ciemnej przestrzeni tapczanowej trumny. A ludzie przychodziliby i siadali nad głową i wreszcie by niczego nie chcieli. I nic nie mówili w moim kierunku, bo przecież nikt nie mówi pod siebie. Czasem tak strasznie nie chce się nic. I ten „wąż w brzuchu”, który siedzi tam i się wierci bez przerwy zdaje się wędrować w górę przez przełyk, aż do poziomu krtani nie zaciskając jej jednak całkowicie, tylko odrobinę z dnia na dzień poddusza człowieka, żeby był świadomy jego obecności.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyjść z tej sytuacji jest kilka. Można sobie dać spokój z tym wszystkim raz na zawsze. Sposobów jest wiele. Skakanie wydaję się słabe. Trudno przecież znaleźć w tym mieście odpowiedni budynek, wystarczająco wysoki, no i wystarczająco, rzekłbym, poetycki. No bo skakać z szarego bloku? Fuj! No chyba, że jakaś kamienica wysoka na starym mieście. Tylko trochę za krótka droga z góry na dół i być może próba byłaby nieudana, a to jest wykluczone. Do tego ludzie by się zbiegli pooglądać, bo przecież taka okazja może się już nie nadarzyć, a tego typu ekshibicjonizm nie wchodzi w grę. Kuchenka gazowa również odpada. No bo potem wybuchnąć może i istnieje możliwość, że komuś postronnemu stanie się krzywda, a tego nikt przecież nie chce. Sznur. Nie, sznur na pewno nie. Bo nie. Jakaś trucizna? To, w odpowiedniej konfiguracji, wydaje się być wyjściem najrozsądniejszym. Poczciwy diazepam, „mother&#8217;s little helper”, za Oceanem Valium, u nas znane prawie wszystkim Relanium. W ilości sporej. Oczywiście zapite jakimś alkoholem. Tylko broń Boże byle jakim! Jim Beam, powiedzmy. Szklanka, albo trochę więcej, wypita jak najszybciej się da. I jeden szczegół jeszcze. Żeby uniknąć nieprzyjemnych skutków ubocznych, typu konwulsje, wymioty, dobrze jest, w momencie kiedy wiadomo, że nie ma już odwrotu, a zobojętnienie na wszystko osiągnie już wymagany poziom, włożyć sobie na głowę worek foliowy w odpowiednim rozmiarze. Oddech i tak już słabnie, a worek przyspieszy całą sprawę i zagwarantuje przyjemne niedotlenienie, a co za tym idzie, mogą pojawić się kolorowe wizje. Taki <em>grand finale</em> powiedzmy, jak pokaz sztucznych ogni w Disneylandzie.</p>
<p style="text-align:justify;">I już. Po krzyku. Można też inaczej, „na żywca” próbować tego węża zgładzić (ż<em>ycie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest; / wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć;</em>). Można z nim walczyć. W całym teatrze życia (czy nie-teatrze?) szukać miłości, piękna i szczęścia, albo, uświadomić sobie, że tak naprawdę to wszystko już się ma. I w ogóle nie trzeba daleko szukać. Bo przecież to, że ktoś mówi, że zadaje sobie trud wyartykułowania kilku słów w naszym kierunku, to już bardzo wiele (a czasem niestety zbyt wiele&#8230;). I wcale nie chodzi temu komuś o to, „że pogoda tej zimy wyjątkowo depresyjna” (w zasadzie tej zimy pogoda wyjątkowo zimowa, czyż nie?). Wszystko sprowadza się do kwestii wyboru, tego, czy idzie się na łatwiznę, czy nie. Będąc świadomym pewnych kwestii, może czując trochę bardziej niż większość, trudno jest przecież bezmyślnie ciągle się uśmiechać, bądź razem, zbiorowo, narodowo-telewizyjnie płakać. O ile przyjemniej jest zakpić sobie po raz kolejny ze wszystkiego i wszystkich!</p>
  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/kiffi.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/kiffi.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/kiffi.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/kiffi.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/kiffi.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/kiffi.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/kiffi.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/kiffi.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/kiffi.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/kiffi.wordpress.com/135/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=135&subd=kiffi&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kiffi.wordpress.com/2009/03/01/zycie-to-nie-teatr/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3777f2a25be806bb0c21144f1651b86f?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">kiffi</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://kiffi.files.wordpress.com/2009/03/image001.gif" medium="image">
			<media:title type="html">image001</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Narkotyki, dopalacze, dusze niemyte</title>
		<link>http://kiffi.wordpress.com/2009/01/21/narkotyki-dopalacze-dusze-niemyte/</link>
		<comments>http://kiffi.wordpress.com/2009/01/21/narkotyki-dopalacze-dusze-niemyte/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jan 2009 17:03:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kiffi</dc:creator>
				<category><![CDATA[chybablog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kiffi.wordpress.com/?p=125</guid>
		<description><![CDATA[Wracając do opinii publicznej: byłem i jestem dotąd nałogowym palaczem, walczącym bohatersko od lat dwudziestu ośmiu ze straszliwym przyzwyczajeniem. Do pewnego stopnia można by mnie uważać w pewnych okresach za nałogowego pijaka, o ile za takiego (różne są standardy — wzorce) uzna się kogoś, kto urzyna się przeciętnie raz na tydzień, potem nie pije miesiąc [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=125&subd=kiffi&ref=&feed=1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><br /><p style="text-align:justify;"><em>Wracając do opinii publicznej: byłem i jestem dotąd nałogowym palaczem, walczącym bohatersko od lat dwudziestu ośmiu ze straszliwym przyzwyczajeniem. Do pewnego stopnia można by mnie uważać w pewnych okresach za nałogowego pijaka, o ile za takiego (różne są standardy — wzorce) uzna się kogoś, kto urzyna się przeciętnie raz na tydzień, potem nie pije miesiąc albo i więcej i który miał jedną jedyną w życiu pięciodniówkę (a propos pewnej premiery scenicznej — okoliczność wysoce łagodząca) i do dziesięciu trzydniówek i który nigdy nie chlał wódy rano przy goleniu się. Ale nigdy nie byłem kokainistą — temu przeczę stanowczo, mimo że dla wielu perwersyjnych kretynów i to moje oświadczenie może być właśnie dowodem za, a nie przeciw. O ile można by mnie nazwać okresowym pijakiem, „Wochensaufer” na przestrzeni lat dziesięciu, to proponowałbym nazwę „Quartalkokainist” w okresie trzyletnim, i to z dużą przesadą. [...] Nigdy nie byłem morfinistą, mając idiosynkrazję do tego specyfiku [...] ani eteromanem, z powodu jakiegoś braku zaufania do eteru, mimo że używałem go parę razy w życiu: z wódką i przez wdychanie. [...] Tak więc stanowczo odpieram zarzuty co do nałogowego używania wyżej wymienionych preparatów, przyznając się do sporadycznego używania peyotlu i meskaliny [...]. Również przeczę przy sposobności, jakobym oddawał się homoseksualizmowi, do którego czuję wstręt najwyższy; jakobym żył płciowo z moją syjamską kotką Schyzią ([...] którą bardzo lubię, ale nic poza tym) i jakoby nierasowe zresztą kocięta z niej zrodzone były do mnie podobne, [...] jakobym był blagierem i rzucał się na kobiety przy lada sposobności, jakobym uwodził mężów żonom, chodził we fraku [...] na Giewont, pisał sztuki sceniczne dla kawału, nabierał i kpił, i nie umiał rysować. Wszystko to są plotki wymyślone przez jakieś obskurne baby, kretynów i idiotów, a nade wszystko przez draniów chcących mi zaszkodzić. Odpieram te znane mi plotki i z góry te wszystkie, które krążyć jeszcze o mnie w Zakopanem i jego przysiółkach będą. Szlus.</em></p>
<p style="text-align:justify;">Tak jest, szlus, wy wszyscy obłudnicy. Tak właśnie, drogie dzieci, pisał Witkacy we wstępie do dzieła swego dosyć nieskładnego i pomieszanego, w którym zawarł szereg prawd dotyczących prawie wszystkiego, wyłamując się poza niechęć do wyrażania opinii w formie, która miałaby spełniać funkcję społecznie edukacyjną, niechęci, która była również wyrazem postawy opozycyjnej do pozytywistycznych ideałów ojca autora. W dziele owym, między innymi, zawarł autor opis pewnych substancji psychoaktywnych, uwzględniając ich działanie i, oczywiście, przestrzegając przed zgubnymi skutkami środków tych zażywania. Pisałem już kiedyś o całej hipokryzji i kompletnym barku wiedzy co do specyfików innych niż alkohol czy tytoń w naszym kraju, wiele przemian jednak, które zachodzą i nowych zjawisk, które mają miejsce, skłoniły mnie do podzielenia się moją ponadprzeciętną i ciągle poszerzaną wiedzą na ten temat.</p>
<p style="text-align:justify;">Otóż społeczeństwo nasze jest w fundamentach swoich tak beznadziejnie słabe, że godzimy się wszyscy na robienie nam krzywdy przez innych i oczywiście również sami sobie krzywdę robimy. W świecie istnieje stereotyp Polaka pijaka, z którym często nie polemizujemy, ba, czasami nawet owym pijaństwem narodowym zdajemy się szczycić, jako cechą narodową „mocnej głowy”. Tak więc, dajmy na to Brytyjczyk, pierwszy z lewej (lub z prawej), powie, że Polak, tak samo jak Ruski zresztą, to opój niezmierny. Polacy nie gęsi, wyspy już sami trochę znają i widzą przecież, do diaska, jak wygląda picie u Brytoli, szczególnie u tych młodszych. W odróżnieniu od nas, oni żadnej kompletnie kultury picia nie mają. I co owi Brytole robią? Otwierają kilkadziesiąt sklepów sprzedających tzw. dopalacze w naszym pięknym kraju.</p>
<p style="text-align:justify;">Czym są owe dopalacze? Z jednym tylko wyjątkiem, substancjami, które Witkacy gdyby żył, uznałby za iście szatańskie i destrukcyjne. W zasadzie to ciężko stwierdzić w ogóle co się pod słowem „dopalacze” kryje, ponieważ skład wielu tych substancji nie jest do końca znany (!). Na dodatek, sprzedawane są one jako artykuły kolekcjonerskie, nie przeznaczone do spożycia. Co do znanych substancji, które można w tych sklepach nabyć, znajduje się wśród nich N-benzylopiperazyna, składnik popularnych tabletek Diablo. Bardzo silny specyfik, o działaniu podobnym do amfetaminy czy MDMA zawartej w tabletkach extazy, mający jednak często poważniejsze skutki zdrowotne. Dlaczego więc jest legalny? Otóż dlatego, że żaden szanujący się ćpun nie sięgnąłby po coś dającego tak niewiele, za cenę tak drastycznych czasami skutków ubocznych, prawie żaden więc uliczny rynek tej substancji nie istniał, po prostu nie było popytu. Teraz jednak, dzieciak szukający nowych wrażeń powiedzmy z gimnazjum, nieznający żadnego dilera, może poprosić starszego kolegę z dowodem osobistym aby mu taki specyfik w rzeczonym sklepie zakupił. Sam byłem świadkiem zdarzenia, kiedy to grupka małolatów kłębiła się wokół tego sklepu i pytała się niewiele starszych przechodniów, czy czasem nie mają przy sobie dowodu osobistego, niezbędnego do dokonania zakupu. Paradoksalnie, lepiej byłoby dla zdrowia tych małolatów, gdyby zamiast tabletek Diablo nabyli pół grama marihuany od osiedlowego dilera (sic!). W prawdzie już planowana jest nowelizacja prawa, ale jestem przekonany, że na miejsce jednej zakazanej substancji pojawi się pięć nowych, być może nawet bardziej szkodliwych.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeszcze ciekawszym przykładem potwierdzającym tezę, że w Polsce polityka przeciwdziałania narkomanii jest beznadziejnie nieudolna jest fakt, że narkotyki można nabyć w aptece bez recepty (naprawdę, drogie dzieci, chociaż wiem, że dla wielu to nic odkrywczego). Jest wiele leków sprzedawanych praktycznie każdemu i praktycznie zawsze, które nabywane są przez młodzież w celach rekreacyjnych. Na przykład, szereg leków zawierających pseudoefedrynę, działającą stymulująco, na przykład dekstrometorfan, składnik popularnego przeciwkaszlowego Acodinu, który zażyty w większej ilości daje doznania psychodeliczne. I last but not least, leki zawierające kodeinę (Thiocodin, Antidol), składnik opium, słabszy wprawdzie od morfiny, mogący jednak uzależnić fizycznie, dając objawy odstawienne podobne do tych, które występują po zaprzestaniu zażywania heroiny. Wystarczy prześledzić pewne młodzieżowe fora internetowe aby przekonać się, jak wielu jest uzależnionych od tej substancji, borykających się z tego powodu z wieloma problemami.</p>
<p style="text-align:justify;">Żyjemy więc w kraju ciemnoty i hipokryzji narkotykowej, pozwalamy, żeby młodzież niszczyła sobie zdrowie szkodliwymi substancjami zupełnie legalnie, a za te często mniej szkodliwe posyłamy do więzienia. Nie ma też żadnej edukacji w tym kierunku, która przecież jest sprawą absolutnie fundamentalną, nie wystarczy młodym ludziom stykającym się na co dzień z mnóstwem substancji mówić „nie bo nie”. Kuleje również leczenie uzależnień, które są przecież złożonymi chorobami ośrodkowego układu nerwowego, ale to już temat na oddzielną rozprawę. Nie jest dobrze, ale mam nadzieję, że w miarę postępujących pozytywnych zmian jakie mają miejsce w Polsce i ta sfera życia społecznego zostanie chociaż odrobinę polepszona.</p>
<p style="text-align:justify;">Wracając do Witkacego, który i w tym temacie wyprzedził swą epokę, a któremu ufam bardziej niż papieżowi, wierzę mu w zupełności jeśli chodzi o powyższą deklarację. Plotki, stereotypy i wymyślanie niestworzonych rzeczy o ludziach odbiegających od średniej to domena osób małych, zakompleksionych i z całej siły niecierpiących odmienności z której przecież bierze się większość piękna na tym świecie. Tak o Witkacym pisze doktor Teodor Birula — Białynicki:<br />
<em>Staś lubił doświadczenia z peyotlem tak samo, jak ze wszelkimi dostępnymi mu narkotykami bądź ze środkami, które zdaniem jego mogły wpływać na stan psychiczny człowieka. [...] Toteż skrzętnie notował na swych obrazach nawet wypitą literatkę piwa, „pyfko” albo filiżankę kawy „Cof.” albo „Cocaina”, jakkolwiek czasem chodziło o wpuszczenie do nosa kilku kropel inszej kokainy z cynkiem (krople do oczu). [...] Z tej jego pasji do eksperymentów powstała dookoła niego brudna i bardzo dla niego bolesna legenda, że „Witkacy — to narkoman”. Jakkolwiek w czerwcu 1947 r. krótko sprostowałem tę legendę w „Ekspresie Wieczornym”, zaś w „Głosie Plastyków” (grudzień 1947)uczyniłem to samo nieco szerzej, tym niemniej i na tym miejscu uważam za swój obowiązek kategorycznie zaprotestować przeciwko posądzeniu St. Ign. Witkiewicza o narkomanię. Do protestu takiego czuję się upoważniony i zobowiązany jako jego wieloletni przyjaciel i jako lekarz. Ta pasja do eksperymentów z narkotykami wywodzi się zapewne z osobowości psychicznej St. Ign. Witkiewicza. [...] To dorosłe, a zarazem prawdziwie „niezwykłe dziecko” nie umiało, w pewnych wypadkach nie chciało dawać sobie rady z rzeczywistością, w pierwszym rzędzie z codzienną, praktyczną, życiową. Z drugiej strony warunki jego bytowania tak się ułożyły, że nie mógł on w pełni wyładować swego niezwykłego dynamizmu, nie mógł uaktywnić w pełni ogromnego potencjału energetycznego, który tkwił w jego osobowości. Z tego wynikało jego nienasycenie i stale nurtujące w nim dążenie do ucieczki od tej realnej rzeczywistości. Sądzę, że gdyby był on bardziej „praktyczny”, to stałby się reformatorem — politycznym, socjalnym, religijnym i zmieniałby swoje zewnętrzne środowisko w szerokiej skali. [...] Stąd jego zadziwiający dynamizm, czy to w „pracy”, czy w „zabawie”, czy w eksperymentowaniu — dla niego wszystko to było odmianami twórczości.</em></p>
  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/kiffi.wordpress.com/125/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/kiffi.wordpress.com/125/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/kiffi.wordpress.com/125/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/kiffi.wordpress.com/125/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/kiffi.wordpress.com/125/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/kiffi.wordpress.com/125/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/kiffi.wordpress.com/125/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/kiffi.wordpress.com/125/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/kiffi.wordpress.com/125/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/kiffi.wordpress.com/125/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=kiffi.wordpress.com&blog=712885&post=125&subd=kiffi&ref=&feed=1" /></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kiffi.wordpress.com/2009/01/21/narkotyki-dopalacze-dusze-niemyte/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/3777f2a25be806bb0c21144f1651b86f?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">kiffi</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>