
Kiedy byłem jeszcze płodem w łonie matki Lublin nawiedziło trzęsienie ziemi. Naprawdę. Nasze piękne miasto również dostąpiło zaszczytu goszczenia u siebie tej, jakże spektakularnej, katastrofy, która jednak nie okazała się zbyt groźna. Na ósmym piętrze poprzesuwały się jednak obrazy, a żyrandol zaczął się rytmicznie poruszać. Następnym ciekawym wydarzeniem tego roku był wybuch reaktora elektrowni atomowej w Czarnobylu. Radioaktywna chmura odżywiła wtedy mój mózg zapewne wyjątkowo hojnie, gdyż zanim skończyłem rok, posiadłem zdolność mówienia składnego i w pełnych zdaniach. Będąc małym dzieckiem spędzałem długie godziny w żłobku, potem w przedszkolu. Żłobek pamiętam dobrze, bo śmierdział niemiłosiernie, a panie przyodziewały tam białe kitle jak w szpitalu i kazały zamykać oczka podczas leżakowania. Jak ktoś nie zamykał oczek, mógł liczyć na manto. Raz mi się tam nieźle dostało, bo nie chciałem tańczyć z grubą Olą, jak mi kazano, powiedziałem że „nie będę tańczył z tym balonem”, za co pani wytargała mnie za włosy. Dzisiaj pewnie poszła by za to siedzieć. Potem była szkoła. W pierwszej klasie po raz pierwszy się zakochałem, obiektem mojego pożądania była piękna brunetka o śniadej cerze, będąca wokalistką zespołu szkolnego. Pamiętam ją jak dziś, w białej koszuli z falbanami i granatowej spódniczce śpiewającą „Kto za tobą w szkole ganiał”, przy akompaniamencie zespołu przypominającego radzieckie „szalone” bandy, gdzie nawet perkusista stoi na baczność. Kiedy śpiewała, przez moje ciało przechodziły dreszcze, wtedy dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Była kompletnie poza moim zasięgiem, trzecia klasa, dla mnie, pierwszoklasisty, wydawała się stara i nierzeczywista niczym smok wawelski. Fakt faktem, kilku nocy przez nią nie przespałem. Obarczony tym doświadczeniem, przechodziłem kolejne etapy edukacji zarówno tej naukowej jak i życiowej. Uczyłem się określić sam siebie.
A teraz nadał nie wiedząc dokąd zmierzam, zazdroszcząc trochę innym pozbawionym wątpliwości, chyboczę się, nie wiedząc nadal czy stoję czy leżę, a brzuch mój wypełnia piwo lokalne i wylewa się już uszami, przesiąkając mózg jak gąbkę, delikatnie. A jednak, uśmiecham się. W zasadzie nawet to nie „jednak”, po prostu się uśmiecham. Czerpię z tego co jest dostępne ile się da i jest mi dobrze z tą próżnością wyuczoną. Bo dlaczego właściwie miałbym tego nie robić? Miło jest wreszcie porzucić te łańcuchy ciągłego stawania się człowiekiem, tę klatkę dzieciństwa i robić już prawie wszystko na własny rachunek. Tak czy siak, przyszłość nadal pozostaje nieznana i nie wiem kim będę, jak stanę się już naprawdę duży.
Jest teraz taka pora roku, kiedy wszystko nabiera rozpędu i zaczyna działać na pełnych obrotach. Lubie ten okres. Jakoś trudno mi to napisać, trochę w sumie nie wiem dlaczego, ale chciałbym podziękować wszystkim, którzy czytają tego bloga. To, że ktoś docenia moje realizowanie się w tym właśnie hobby jest dla mnie bardzo istotne i daje mi bardzo wiele siły. Fajnie, że jesteście. Koniec tych obnażeń uczuciowych, których będę zapewne potem żałował. Mam nadzieje, że ten rok będzie dla wszystkich jeszcze lepszy niż poprzedni, a imprezy zarówno kulturalne jak i te mniej kulturalne, będą się odbywać w zastraszającej ilości, a każda z nich będzie lepsza od poprzedniej. Powodzenia!
Opublikował/a kiffi