Góralu, czy ci nie żal?

-
img_3131.jpg
-
Rok rocznie tłum pątników wznieca tumany kurzu, wędrując przez polskie drogi podziurawione, nie zważając na upał letni lejący się z nieba. Maszerują dzielnie, rozdziawiając nienaturalnie gęby w śpiewie chwalebnym, wzmocnionym megafonowym trzaskiem. Oczekują na finał, kiedy to na kolanach idąc, przy dźwięku trąb grzmiących, podniesie się zasłona i stanie przed nimi czarna panienka, daleka jednak wyglądem od murzynki czy nawet mulatki. W gruncie rzeczy, Żydówka. Ale o tym cicho.

Ciężko jest jednak znieść te kurzu tumany, które pątnicy wznoszą, bo wdziera się on wszędzie, gdzie nie powinien, chrupie miedzy zębami i pod powiekami uwiera. Na dodatek przysłania świat realny w sposób wyjątkowo nachalny i nie cierpiący sprzeciwu.

Dosyć! Jak dawno już tak powiedziałem! Dosyć, nigdy więcej! Cóż jednak z tego, że taką deklarację hen, przed wiekami zdawać by się mogło, złożyłem, kiedy ciężar owy nadal ciąży nade mną, a ja uginam się pod nim z odpychającym grymasem. Stojąc z boku, idąc pod prąd pielgrzymkowy, unikając kropli wody święconej, którą inni próbują przyjąć na ciało swoje łapczywie, nie występowałem przecież przeciwko duchowości, ale w jej obronie. Dla nich jednak nic to nie znaczyło, bo oni znają tylko jedną duchowość, jedyną prawdziwą i słuszną na wieki. I choć może nieświadomie, krzywdzą i to dotkliwie swoje otoczenie.

Czas jednak skończyć z tym raz na zawsze, rozliczyć się definitywnie, żeby porzucić te kulę u nogi od dziecka przyspawaną, rzekłbyś, na amen. Bo to prawda, po co się przejmować czymś, na co i tak wpływu się nie ma zupełnie i brać na swe braki naród cały oszołomiony. Lepiej być w zgodzie z sobą samym i tym świecić przykładem, nie wzmocnionym wprawdzie światłem aureoli. Żegnam się więc z instytucją, a raczej z krytyką instytucji, tak jak już kiedyś pożegnałem się z polityką, gdyż sił mi nie starcza na walkę z wiatrakami. Bo nawet on, Nasz Ojciec, nie dał rady wygrać z toruńskimi tranzystorami, poznańskim playboyem – miłośnikiem kleryków, który przecież niedawno na prywatnej audiencji całował papieski sygnet, zapewne wyjątkowo namiętnie. Nie dał rady, czy może nie chciał dać rady, teraz to już nieważne, wiele rzeczy można było zmienić, które mnie i mi podobnych uwierają jak kamień w pątniczym bucie. Wołam więc, tym razem w zaświaty: Góralu! Góóóralu! Czy ci nie żal? Bo mi trochę łyso.

Powiesz: „Cóż ciebie, poganinie, którego dusi święty pył pielgrzymkowy, obchodzi nasz rytuał religijno-narodowy?” Otóż nic, nic w zasadzie nie powinien, ale jednak obchodzi, bo jest zbyt wszechobecny a jego fałszywa jasność zbyt bardzo bije po oczach. Ale, nie ma przecież sytuacji bez wyjścia, wkładam więc okulary słoneczne z filtrem UV i w dupie od teraz mam ten blask święty bijący od tysięcy świątyń rozsianych po tej ziemi. Koniec i bomba. A czy przebaczyłem? Przebaczyłem, choć przebaczenia wcale nie oczekuję.

Odpowiedzi: 5 do “Góralu, czy ci nie żal?”

  1. kapitan as mówi:

    hahaha, kifi Ty hejterze

  2. erbalremedy mówi:

    ja wlasnie udajac sie na egzamin z filozofii zostalem zapytany o imie uzyskane podczas bierzmowania oraz patrona swojej parafii, a myslalem ze jestem kul oodporny

  3. kiffi mówi:

    nie jestem hejterem.
    mam serce pełne miłosierdzia. :P

    a kul, to kul, szkoda tylko, że za państwowe pieniądze.

  4. Roman Mieczysław Wasel mówi:

    Nasz Ojciec czyli kto??

  5. kiffi mówi:

    czyli poprzedni cesarz Watykanu, miłośnik górskich wycieczek.

Napisz odpowiedź