Kwiaty z polskich łąk, czerwone maki co polską piły krew, czerwone maki, które ćpuny zbierają co roku. Kwiaty, z których białogłowe wiły wianki i wrzucały do wody w dzień przesilenia letniego. Bukieciki od Janka Kosa dla Marusi, chwasty przeżuwane przez konie powstańców. Czarne róże wojenne Tuwima, lilije nagrobne Mickiewicza.
Kwiaty sztuczne, już mniej polskie, polskojęzyczne, ze sztucznymi kropelkami wody na liściach, przykurzone, we flakoniku społem, na stole w Karczmie Słupskiej (panie, ja tu jedna na sale jestem, pierogi? nie ma pierogów, śledzie tylko zostały! i wódka). Sztuczne drzewa w hipermarketowych alejkach, o liściach twardych jak stal, przeraźliwie zielonych.
Kwiaty nowe, kwiaty początku dwudziestego pierwszego wieku. Jak Tuwim, kwiaty walczące z cenzurą, nietolerancją, napiętnowaniem, niesprawiedliwością. Kwiaty symboliczne, nasze kwiaty. Rośliny polskiej ulicy, twórczej, myślącej, walczącej. Międzyblokowe zarośnięte skrawki zieleni, poligonowe nieużytki, podmiejskie łąki, na przekór wszystkim i wszystkiemu, wydają nowy, polski, plon.
luty 28, 2008 o 7:47 pm |
Kwiaty Leopolda Staffa.