Kiedy idę rano na przystanek, po przejściu przez tę skarpę, widzę porannych, zaspanych, ludzi czekających na autobus. Widzę ich mordy, jak patrzą na mnie w taki sposób, jakbym był intruzem, jakby chcieli się mnie jak najszybciej pozbyć.
Tak codzienną drogę do szkoły opisał mi ziomek. I ja też czuję się tak samo, idąc rano na przystanek. Dlatego staję z boku, gdzieś za kioskiem, żeby unikać tych lodowatych spojrzeń, które przyprawiają o mdłości z samego rana. O co w tym chodzi, dlaczego tak jest? Czy z nami jest coś nie tak, czy jesteśmy odmieńcami? Czy może ci ludzie na przystanku boją się, że zajmiemy im miejsce siedzące w autobusie, albo kupimy ostatni bilet w kiosku? A może brakuje im przestrzeni do stania na przystanku, a my ją bezkarnie zajmujemy?
Uczeń w jednym z gimnazjów na Czechowie zafundował sobie oryginalną fryzurę w postaci dreadów. Efekt? Oburzenie wychowawcy, telefon do rodziców, szukanie paragrafu w statucie szkoły przez dyrektora. Dajcie mi człowieka, który odstaje od normy, a już znajdzie się na niego paragraf. Zero tolerancji. To nic, że w szkole nieletni bez problemu może kupić narkotyki, a w kiblu dostać w ryja. Trzeba szukać problemów zastępczych, trzeba przecież pokazać, jaką ma się władzę.
Często wygania się chłopaków jeżdżących na deskach. No bo ich przecież najłatwiej wygonić. Do tego hałasują i jakoś tak dziwnie wyglądają, w tych butach jakiś takich dziwnych, ani to nike ani adidas, cholera wie co to, fryzury jakieś z dupy, jeden na krótko, drugi rudy, trzeci z afro jakimś murzyńskim, następny znowu jak Chopin. Element, panie, narkomany, chuligaństwo najgorsze! Wygonić w cholerę. Tylko tych w dresach się nie wygania. Schludni tacy, łysi, piwo sobie grzecznie piją, coś tam krzyczą pod nosem (kurwa, kurwa, chuj, motor). Tak, omija się ich z daleka. Bo strach.
Stała się tragedia. Wyszło na jaw, że jeden chłopak z mojej licealnej klasy jest gejem. Reakcja? Usunięcie z listy przyjaciół na gronie, wywalenie z kontaktów na gg, niekończące się docinki i obgadywanie za plecami. „Nigdy go nie lubiłem, a teraz, jak już wiem, że jest gejem, to nie lubię go jeszcze bardziej. Ale przecież kiedyś siedziałeś z nim w ławce? Bo nie było innego miejsca… Ha ha, podałeś rękę gejowi! Czy chcecie żeby przyszedł? Nie! A dlaczego? Bo nie.” Chyba nikt nie poją, że koleś ma przejebane w tym kraju dosłownie i w przenośni i że poczułby się lepiej, wiedząc, że stara klasa chociaż po części go akceptuje. Ale po co ktoś ma czuć się lepiej, skoro ja z tego nic nie będę miał?
Pewna pani doktor habilitowana, w jednym z lubelskich szpitali klinicznych, bulwersowała się obecnością telewizorów na salach chorych. Proszę wyłączyć ten telewizor! Tu są zajęcia! A, a, ale to nie ja włączałem… To proszę powiedzieć, żeby wyłączyli! Bo widzicie, kiedyś to był szpital, a teraz sanatorium, się porobiło, to są chorzy ludzie, a im telewizja w głowach! Powyrzucałabym ich stąd za tą telewizję! Zresztą, te seriale, to niektóre niepolacy reżyserują i polski naród opluwają! Bo musicie wiedzieć, że ta nasza dzisiejsza wolność ma swoje granice i o nich nie wolno zapominać!
Granice? Pewnie, że ma, ale nam do tych granic jeszcze bardzo, bardzo, daleko. Wiadomo, że jeśli na sali leży pacjent umierający, potrzebujący spokoju, telewizor należy wyłączyć. Ale po co zabraniać telewizji wszystkim? Nie można ingerować w strefę intymną drugiego człowieka, nie można zbyt wiele zabraniać, szczególnie z zupełnie bezsensownych powodów. Spójrzmy prawdzie w oczy: nie szanujemy się. Chamstwo nad nami góruje, na ulicy, w szkole, w szpitalu. O ile byłoby milej i przyjemniej, gdybyśmy potrafili być bardziej tolerancyjni, gdyby bardziej zależało nam na samopoczuciu innych. Ponoć w 1989 wywalczyliśmy wolność, uwolniliśmy się od Wielkiego Brata. Teraz, pozostaje nam tylko uwolnić się od samych siebie. Trudno powiedzieć, która z tych batalii okaże się trudniejsza.
Opublikował/a kiffi
Opublikował/a kiffi 
Opublikował/a kiffi