Zimna wojna

styczeń 27, 2007

Kiedy w ostanie wakacje cieszyłem się urokami spokoju gdzieś hen daleko, na Liban spadały izraelskie bomby. Była to logiczna kontynuacji wojny kultur, wojny pomiędzy bogatymi a biednymi, która toczy się już od bardzo długiego czasu, a w ostatnich czasach silnie się zaostrza. Kapuściński porównywał dzisiejszy świat do dwóch rzek płynących w przeciwnych kierunkach. Jedna z nich oznacza unifikację, globalizację, przyjęcie jednej, uniwersalnej kultury. Druga natomiast oznacza zachowanie własnej tożsamości kulturowej, swojej tradycji i obyczajów. Konflikt, który aktualnie obserwujemy, zdaje się rozgrywać pomiędzy tymi rzekami.

Liban jest państwem szczególnym. Kiedyś nazywany „Szwajcarią wschodu”, dzisiaj wyniszczony licznymi wojnami. Jako spadkobierca potęgi Fenicjan, jest ojczyzną wielu ludzi o wybitnych zdolnościach, nie tylko w dziedzinie handlu i ekonomii. Dzisiaj Liban jest przedmiotem gry o hegemonie na bliskim wschodzie, a może i nawet na świecie. Państwo to było i jest nadal frontem rozgrywek pomiędzy cichą koalicją amerykańsko-izraelską, a państwami takimi jak Iran czy Syria, wspomagających siły fundamentalistów islamskich w postaci Hezbollahu. Zyskanie przeważających wpływów w Libanie przez którąś ze stron oznaczałoby kontrole w regionie, mającym kluczowe znaczenie dla gospodarki światowej ze względu na ogromne złoża ropy naftowej. Nie bez znaczenie pozostaje fakt zaangażowania U.S.A. w sprawy bezpieczeństwa Izraela. Walka tych dwóch potęg światowych sprawia, że pomimo ogromnego potencjału, naród libański nie jest w stanie osiągnąć sukcesu i cierpi okrucieństwa wojny.

Hezbollah dysponując ogromnymi środkami w bardzo prosty sposób zyskuje sobie sprzymierzeńców wśród Libańczyków. Po ostatnich działaniach wojskowych działał system pomocy społecznej dla ofiar wojny oferowanej przez tą organizacje. Schemat takiej pomocy był bardzo prosty: osoba poszkodowana zgłaszała się do odpowiedniego punktu, opisywała szkody (np. zniszczeniu domu podczas nalotów), po czym urzędnik wypłacał kwotę kilkunastu tysięcy dolarów (ok. 150% średniego wynagrodzenia w Libanie) w gotówce. W takiej sytuacji w umysłach ludzi rodzi się jasny schemat. Izrael niszczy państwo, zachód nie robi nic, a Hezbollah pomaga likwidować zniszczenia. Na szczęście istnieje jakaś cześć społeczeństwa która nie ulega tej propagandzie. Nie rozumiem jednak braku odpowiedniego działania ze strony zachodu, które mogłoby zmienić stosunki panujące w Libanie.

Sytuacja na świecie jest doprawdy nieciekawa. Prezydent Iranu odbywał niedawno wycieczkę po krajach Ameryki Południowej w celu szukania sprzymierzeńców w swojej szalonej krucjacie przeciwko zachodowi. Busch przyznaje się do błędów popełnionych w „wojnie z terrorem”, ale to i tak nic to nie zmienia, bo od tej wojny nie ma odwrotu. Zresztą, jedną z ważniejszych przyczyn tych działań jest potężne lobby izraelskie, mające ogromny wpływ na amerykańskie władze państwowe. Ciężko jest znaleźć elementy różniące politykę zagraniczną U.S.A. i Izraela. Nie przypadkiem też Izraelskie samoloty i helikoptery produkowane są w Stanach.

Napięcia na linii tych dwóch koalicji śmiało określić można mianem nowej zimnej wojny. Obydwie strony grożą sobie na wzajem, dysponują również bronią masowej zagłady. Żyjemy w sytuacji względnego spokoju, cały czas jednak wisi nad nami widmo światowego konfliktu. Niestety, są też miejsca na świecie, gdzie tak jak w Libanie giną niewinni i bezbronni ludzie. Ważne jest również to, że tak na prawdę nie jest to wojna religii. Religia w tym sporze okazuje się być bronią. Bronią w rękach ludzi, którzy za jej pomocą chcą sterować masami.

Zadziwiające są również działania podejmowane przez U.S.A. i Izrael. Zamiast zastosować natychmiastową pomoc finansową dla Libanu i innych podobnych państw w dużo większym niż dotychczas stopniu, aby zyskać ich przychylność, wolą wydać pieniądze na działania zbrojne, które na pewno nie poprawiają im wizerunku. Doświadczenia wcześniejszych interwencji tego typu, które okazały się być kompletnie nieskuteczne, powinny nauczyć ich szukania rozwiązań innego rodzaju. Zachód pozostaje głuchy na wołanie o pomoc państw zupełnie wbrew swojej woli uwikłanych w ten konflikt. Niestety, w przyszłości prawdopodobnie spowoduje to zwiększenie się wpływów szalonych fundamentalistów niosących śmierć niewiernym.


Inwazja konio-młotów

styczeń 17, 2007

Okazało się, że nie tylko kiffi bloguje. Kilka dni temu ukazał się moim oczom blog innej, o wiele lepiej znanej i lubianej osoby, jednego z elpeerowskich młotów pierwszej linii, posła Wojciecha Wierzejskiego. Znany jest poseł owy z bardzo inteligentnych i mądrych wypowiedzi, co jakiś czas pojawia się w telewizorze głosząc swoje mądrości, a to o pogonieniu pedałów pałami, a to o miejscu kobiety w społeczeństwie, za każdym razem zresztą robiąc z siebie totalnego debila. Podobnie było i w tym przypadku…

Wojciech Wierzejski, jak przystało na młota, w dodatku pierwszoliniowego, w wyjątkowo chamski sposób czepia się Owsiaka i jego akcji. Dziwi się, ów zacny człek, że do 10% pieniędzy zebranych przez Owsiaka pochłania organizacja zbiórki. Wskazuje również, wzorem szefa swego, konio-młota numer jeden, troszcząc się o edukacje i wychowanie młodzieży, jakie spustoszenie w młodych umysłach sieje złowrogie hasło „róbta, co chceta”. Zaiste, straszne to hasło:

„Do tego lansowane jest jako ideologiczna otoczka całej akcji – hasło „Róbta, co chceta”, które wcale nie pomaga wychowywać młodych ludzi w szacunku dla ładu moralnego, a na pewno kwestionuje takie pojęcia wychowawcze jak: wymagania, dyscyplina, samowyrzeczenia, odpowiedzialność itp. Czyni się z WOŚP jakąś formę nakazanej nowej religii.”

Panie młocie, doprawdy nie wiem jak w pańskiej młoto-głowie rodzą się takie idiotyzmy. Każdy człowiek w miarę trzeźwo myślący wie, że organizacja takiej akcji jak WOŚP wymaga ogromnych środków, cała otoczka medialna, koncerty, festyny, organizacja aukcji, koszty manipulacyjne, to wszystko po prostu musi kosztować. Tak, to fakt Owsiak i wielu innych ludzi utrzymuje się z tych pieniędzy, ale przy tak ogromnym zaangażowaniu z ich strony wydaje się to zupełnie zrozumiałe. WOŚP jako forma nakazanej religii? Pan Wierzejski chyba nie wie, która religia w tym kraju jest społecznie nakazana. Nie wie też, która religia już od pierwszej klasy podstawówki zwana jest w dzienniku i na świadectwie właśnie „religią”.

W tym miejscu chciałbym też podziękować swojej mamie, za to, że zawsze kiedy z ulicznych megafonów wydobywało się hipnotyzujące hasło „róbta, co chceta” zakrywała mi uszy. Gdyby hasło to przedostało się do mej młodej głowy, zapewne skończył bym gorzej niż Wierzejski. Zupełnie nie rozumiem, jak można w takim sloganie upatrywać czegoś gorszącego. Widocznie pan poseł ma jakieś kompleksy na tym punkcie, być może w dzieciństwie mama nie pozwalała mu na wszystko, być może nie mógł bawić z innymi dziećmi w piaskownicy.

W żaden sposób nie gloryfikuje WOŚP, odnoszę się do niej wręcz z pewna rezerwą, z ograniczonym zaufaniem, zresztą tak jak do każdej charytatywnej organizacji tej wielkości. Nie jestem jednak w stanie zakwestionować ogromnego wkładu tej akcji w polską medycynę i inne dziedziny bezpośrednio związane z ratowaniem ludzkiego życia. Przez wszystkie lata swego istnienia WOŚP przekazała 75 mln dolarów na cele charytatywne. Wielu ludzi żyje tylko dzięki tej akcji. Dlatego nie rozumiem młotów pokroju Wierzejskiego, którzy tak zajadle krytykują WOŚP, dopatrując się jej szkodliwych ideologicznych wpływów. Do tej pory myślałem, że są oni głupi, ale dochodzę do wniosku, że to po prostu źli ludzie którym obce są humanitarne odruchy, a właśnie zatwardziała ideologia stanowi dla nich główną życiową wartość.