1 listopada w IVRP. Cudowne święto w ojczyźnie niejakiego *.JP2. Czas empatii, zadumy i pijanych kierowców. Już od pewnego czasu zaczęły mnie zalewać gazetki wybitnie niepolskich i niekatolickich hipermarketów otwartych w niedzielę. Najnowsze modele zniczy. Znicze kolorowe, pstrokate, czy tez bardziej poważne, monumentalne, przypominające londyńskie latarnie. Znicze na baterie. Jedyna droga do nieba dla biednych zmarłych. Czy raczej najprostsza metoda pokazania ogółowi, ze myślimy o kimś kto umarł chociaż często o nim w ogolę nie myślimy.
Zaczynamy. Trip do Zwierzyńca. Ciekawe to miejsce. Zawieszony gdzieś na końcu świata przytułek dla niedobitków intelektualnych kilku poprzednich systemów. Artyści, pijacy, wieśniacy, miłośnicy przyrody. Niby kurort a jednak nie-kurort. Ciemno, zimno, chujowo. Jakoś dziwnie na mnie to wpływa, wielkie drzewa, dzieciństwo które tam spędziłem i wiele innych historii trochę mnie dołóją. Wszystko wraca. No i jak to 1 listopada – śmierć. Śmierć bliskich osób i bliscy ludzie blisko śmierci.
Cmentarz. Jeden z ciekawszych cmentarzy jakie widziałem. Gdyby był lepiej znany, zapewne przyciągał by wycieczki narkomanów czy innych mętów. Nie ma tam wprawdzie grobu morrisona czy nawet ryska riedla ale jest sporo akowców i innych błędnych rycerzy w lśniących zbrojach made in poland. Znajduje grób prababci. Nie tak dawno umarła, przeżyła hitlera, stalina, gierka, michaela jacksona, edyte gorniak i oni wszyscy mogą ją teraz cmoknąć w zadek. Twarda była. Pokazała im. Na grobie wiązanka z dziwną wstążką. Na wstążce napis, ze od ciotki ze Szczecina dla kochanej babci. Co za cipa. Ciekawe kiedy do zniczy i wiązanek będzie sie przyczepiać kartki od kogo dla kogo. Żeby wszyscy widzieli.
Pkt nr 2 programu. Trzeba sie przemieścić do następnej części rodziny. Wieś 20 km za końcem świata. Tam juz nie ma IV RP. Tam jest Polska. Wchodzimy do domu. Dziadek leży na podłodze twarzą do ziemi. Jęczy cos, zero kontaktu. Za to jest przykryty kocem i ma poduszkę pod głową. Babcia tylko tyle mogła zrobić. Prowadziła go do łazienki, przewrócił sie. Niezły hardkor, leżał tak od 2h. Z dziadkiem jest źle, posunięta starcza demencja, potrzebuje stałej opieki a przecież ojciec ma tylko 3 siostry, które przecież musza mieć wszystko w dupie. Dlatego też jeździ do dziadka w każdy weekend.
Dzień empatii. 1 listopada. Łatwiej pamiętać o zmarłych niż o tych co jeszcze żyją. A znicze są teraz takie kolorowe…
listopad 2, 2006 o 9:03 pm |
Nie wierze w zmartwychwstanie Jezusa, nie wierze, ze Nasze dusze idą do nieba, nie wierze, że człowiek posiada dusze. Moze i zacząłem przygnebiająco, ale to światopogląd, który jako tako daje mi możliwość chłodnego obserwowania rzeczywistości. Na temat, co jest przyczyną, a raczej czego konsekwencją jest zakorzeniony we mnie antagonizm, odpowiem krótko, to nie to to miejsce i czas na zwierzenia tego typu. Na groby szedłem, z niechęcią, na szczęście ludzi pod grbowcami nie znałem, najbliższa mi rodzina żyje do tej pory. Niektorzy, uwazać mogą, ze to dzieki siłom wyższym, taki stan rzeczy utrzymuje się od momentu, gdy sięgam pamięcią. Otoz moje zdanie jest inne. Ludzkie życie zależy nie od Boga, bogów, nimf, elfów jednak od tego w jakich żyjemy warunkach, w jakim stanie psychiczno-fizycznym się znadujemy i czy mamy ludzi, którzy zawsze nam pomogą w potrzebie. Opieram się głownie na tym, ale chwała obu światopoglądom uwydatniającym w swych głownych rozważaniach dotyczące życia czysto materialnego i metafizycznego, o ile pomagają w życiu.
Jednakoż co do pierwszego ”artykułu”, uważam, iż demaskujesz szczery, przesycony do granic – polski schemat życiowy. Jeżeli żyliśmy dobrze, nikomu nie wyrzadzajac krzywd, to na pewno poszlismy do nieba, dlatego
znicze powinny palić się tylko na grobach tych złych, ktorzy podług wiary, przez swe uczynki, nie mogą liczyć na zbawienie. Kolorowy symbol, jakim jest świeca najprawdopodobniej został zaczerpnięty jeszcze z pogańskich świąt, które recypowane do kanonu obrządku po tym jak przyjeliśmy chrzest, były srodkiem zaradczym dla szybszego wpojenia zasad chrzescijanstwa. Ostatnimi czasy przestałem sie martwić, wszelkimi przejawami braku rozwagi u Polakow, żyjmy swoim życiem, a Ci, ktorzy palą świece niech robią to w pokoju i spokoju dusz, jak dopuszczają to zasady demokracji. Dzien pierwszy listopada, kiedys dla mnie dzien zadumy, dzisiaj dzien rozmyslan idacych nie w strone wieczności duszy, a proby pogodzenia się z ludzmi, w nasz roznych spojrzeniach na świat.
listopad 3, 2006 o 1:39 pm |
spoko w sumie, podoba mi sie styl pisania, niby patetycznie i egzystencjonalnie ale lekko i z polotem. tak trzymaj ziaaam
listopad 4, 2006 o 12:56 am |
dobre.. panie m