Jak mnie kurwa te znaki wkurwiają. Trzeba je poprzekręcać, coś za równe są. Ledwo idę, ale znaki drogowe obracam. Kosz ma kółka, też trzeba go przesunąć. Ciężka ręka na plecach. Skórzana, chamska kurtka, fruwa odznaka. Że niszczę mienie publiczne. Panie władzo, to nie ja, to alkohol, po alkoholu małpiego rozumu dostaję. Wszystko z kieszeni na krawężnik. Nie mam nic nielegalnego. Tym razem. Puścili, byli gorsi do napierdalania. Leciały potem szkolne szyby, światła drogowe. Podobno, bo ja nie pamiętam. Obudziłem się w domu, chociaż powinienem gdzie indziej, albo w ogóle.
No już dajcie spokój z tą wódką z żabki pod stołem, macie zniżkę procent pięćdziesiąt na cały bar. Nie najlepszy pomysł. Trzeba było iść na wykład o Heideggerze. No i nie wpieprzać tego świństwa wcześniej. A te kieliszki takie duże. Rzygam na stół, najpierw do kieliszka, potem wszystko pięknie po stole się rozchodzi, a obok siedzi człowiek, który kilka lat później będzie jadł cebulę w tvn. O jej. Nieładnie. Do kibla. O jej. Moje spodnie. Trzeba uciekać. Budzę się. Zimno. Ej, nie spij tak, bo sobie nerki przeziębisz. Co jest, gdzie ja do kurwy nędzy jestem? Przystanek na drodze do domu. Młody jesteś. Chodź. Odprowadzę cię. Do samego domu mnie odprowadził, nie wiem kto to był do dziś. Może bym tam zamarzł. Dobry człowiek.
Nogi coś bolą. Grypa. O i gorączka jest. Zaraz. Przecież nie, ja nie. Nie w moim przypadku, wszak dawki są pod kontrolą i częstotliwość również. A może. Metabolizm wolniejszy. I co. Ale jak? Kurwa ale źle. Ale niedobrze. No rozpierdolę zaraz wszystkich. Wyjątkowo niemiło. Przechodzi, ale tylko fizycznie, depresja, ach, cóż za depresja. Indukowana wyjątkowo skutecznie. Nie, tego nie mogło być. O kurwa. Coś, jakoś… Szybko. Leje się. Wyjątkowo niemiło.
Jestem. No przecież jestem zajebisty. Wszystko pod kontrolą. Tylko kim ja jestem, przecież wiem kim jestem, wiem jaki jestem, tylko kim i jaki. Spokojnie. Wieczorem znów zasnę.
Jak ona mogła… Przecież ja, to ja, dlaczego. Jak mogła. Wystarczyło kiwnąć palcem, a wszystko bym zrobił, wszystko. Byłem cały dla niej, calusieńki, taki idealny, chyba idealny, z sercem na dłoni z całym dobrem świata. I co, nie? Jak nie? Czarna dziura, nie ma świata. Dlaczego tak długo, dlaczego tyle mówiła, tak słuchała. Spadam na ziemię, leżę, budzę się. Jak to. Odejdźcie. Chcę wyjść. Żegnam.
Zatrzymała się. Odmóżdżyła się? Może. Ale dziecko zdrowe. Trzeba jechać. Musisz kupić mi prezent. Kupie ci piwo. Gdzie wypijemy? W kiblu. Muszę sięgnąć po coś. Oj, przepraszam. Walizeczka różowa z lalką Barbie wypada na dziewczynkę i jej przerażoną matkę. Przeżyły obie, dzięki bogu. Słuchaj, bo powiem ci, ze te leki są kurwa zajebiste, wszystko chce ci się robić, wstajesz rano i wszystko ci się chce. Masz tutaj, czekoladą się poczęstuj. Nie umie pan zapiąć pasów? Już pomagam. A tutaj, zobacz, na tych schodach, po tym piasku, ty wiesz, kto chodził po tym piasku? Tarzam się. W tym piasku. Milion papierosów, niedobre wino, szerokie łóżko. Lech Kaczyński, Maria Kaczyńska… Wszyscy, bo pogoda była niedobra. Co się u diabła dzieje?
Ale to ja, to przecież ja i ja wiem kim jestem i mam kogoś i jestem fajny i mnie lubią wszyscy i jest fajnie. I mam cel i jestem ponad podziałami i nic mnie nie rusza. Zupełnie. Lubię tych i tamtych też. Wieczorem znów zasnę.
O. A co to? Nóżka pękła?
Ale przecież ja się kontroluję. I jestem racjonalny do szpiku kości. Ot, cały ja. I nic mnie nie rusza, bo wrażliwość moja też jest racjonalna i wreszcie jestem czegoś pewien i przecież ja nie robie krzywdy ludziom, ja mam cel, mam uczucia, mam ideały. Wiem przecież jaki jestem, czego chcę, wiem jaki chcę być. A jak coś zrobię źle, to wyciągam z tego wnioski. I się poprawiam, bo ja jestem człowiekiem bardzo uczuciowym, emocjonalnym i racjonalnym zarazem i w ogóle wszystko pod kontrolą. Wieczorem znów zasnę.
Jaki pan jest? Jak to, jaki? No jaki?
Dość. Chcę się wreszcie obudzić. Stanowczo za długo spałem…
Opublikował/a kiffi